czwartek, 24 czerwca 2010

Szaleństwa dzień pierwszy

W końcu mogę napisać notkę, taką zwyczajną, choć fajniej będzie się pisało kolejną ;p
Szkołę zarzuciłam jakieś dwa tygodnie temu, bo chodzenie do niej mijało się z celem jej istnienia. Więc tłumaczyłam to tak: To tak jakbyś poszedł do pracy wsiadł w samochód i pod budynkiem firmy zaparkował, w tym też samochodzie przesiedział bezczynnie 8 godzin i wrócił do domu, a do tego za ten dzień pracy nawet by Ci nie zapłacili. Więc mój argument trafiał do wszystkich bardzo dobitnie i szkołę widziałam ostatnio ho ho ho ho dawno temu ;p

W tym czasie gdy moi koledzy grają na lekcjach w karty, oglądają setny film czy coś tam jeszcze bardziej nudnego, ja się nudzę, ale w sposób który lubię się nudzić ;p

No dobra wracając do psiego tematu dzisiaj poszliśmy na spacer na pola. Wróciłam cała mokra, a w kaloszach miałam litry wody... Psy latały ze sobą cały spacer, ku mojemu zdziwieniu malutki szczeniak bardziej się mnie pilnuje niż Frrr... Porażka ;p Gipsy kocha wodę, a pościg w wodzie jest niesamowitą atrakcją ;-) Muszę chyba linkę mimo to zacząć brać na spacery, bo oczywiście wredny belguś jak jest już czas powrotu staje jakiś metr ode mnie i mówi: o nie stara ja nie wracam... Więc pochodzi jakiś czas na lince, aż nie będę miała takiego problemu.

Gipsy zaczyna się rozkręcać, po domu szaleje całymi dniami ze wszystkim co jej do pyska wpadnie ale chociaż po raz pierwszy od wybudowania tego domu jest na prawdę PORZĄDEK ;p Wszystko pięknie pochowane na swoim miejscu, nie porzucone na środku salonu. Pięknie! ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz