wtorek, 24 sierpnia 2010

zaległości

No dobrze, więc w skrócie jeździłyśmy pociągami po całej Polsce.
Plany miały być inne ale w efekcie w ciągu trzech dni zdecydowałam się na wyjazd do Marty, gdzie napawałam się codziennie widokiem caaałego toru agility. Gipsy towarzyszyła nam w treningach, nauczyła się nawet tunelu miękkiego ale naszym głównym celem było zostawanie na starcie ;p Ja za to bawiłam się w trenera, ustawiałam torki i katowałam Martę i jej psy ;p Cztery dni minęły bardzo szybko, naszym kolejnym celem był Gdańsk, a przy okazji zawody w Sopocie (agility, wystawy, frisbee, obedience i PT) Spędziłyśmy kolejne 4 dni w fantastycznym towarzystwie i kibicując naszym. Z doskoku wystartowałam w 2 biegach jumpingowych z Casy, która o dziwo zgarnęła tylko swoją klasę na wystawie, a nie rasę i grupę ;p Laska spisała się idealnie, szybko biegała, prawie nie zrzucała a do tego zrobiłyśmy 2 zmiany których do tej pory nie była uczona!!! W poniedziałek musiałyśmy wracać do domu, 7 godzin w pociągu na korytarzu przy 35 stopniach bez osoby do rozmowy było maksymalną udręką... Wróciłyśmy do domu na 4 dni po czym szykował nam się kolejny wyjazd, tym razem na zawody w Radomiu. Tam pojechałam już tylko dla fun'u, pomagałam organizatorom i narzekałam na upał. Gipsy za to nauczyła się w końcu zostawać w klatce i całkiem szybko się w niej regenerować. Mimo, że na zawodach nie startowałam zaliczam je do najbardziej FANTASTYCZNYCH i szczęśliwych dla mnie! Noc pod Radomiem tylko mnie utwierdziła w mej fantastycznej decyzji. Następnie musiałyśmy wracać, dziewczyny pojechały na obóz a my siedzimy w domu i dalej staramy się jak najczęściej chodzić nad wodę.

Zdjęcia dzięki Oli od Diany robione przy okazji zawodów w Radomiu:




Zdjęcie z ukrycia, byłyśmy obserwowane na zawodach w Sopocie:


U Marty nad wodą:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz